depresant

Wszystko przez wydawców

Tak sobie myślę czasami o tym, dlaczego jesteśmy tak dziwnym krajem. Pod wieloma oczywiście względami, ale mnie zastanawia cały czas sytuacja komiksu. Nie jest nowością, że ta działka kultury/rynku w Polsce jest na żenującym poziomie. Spróbuję pominąć tę część odbiorców, o których pisałem ostatnio.

W okolicach wakacji wyszło wznowienie strażników Moore’a i Gibbons’a. Komiks poprzednie polskie wydanie miał dziesięć lat temu. Teraz, po niespełna czterech miesiącach, nakład jest wyczerpany. To samo dzieje się z komiksem superbohaterskim, niby nikt nie czyta, nikt nie lubi a połowa osiągnęła status out of stock. Za ten segment rynku komiksowego zabrał się nawet Hachette (nie trzeba chyba nikomu mówić, że wydawca ten nie jest nastawiony na niszowego odbiorcę) wypuszczając cykl komiksów, które teoretycznie nie powinny się sprzedawać i podobnie jak w wyżej wymienionych przypadkach, jest wręcz odwrotnie. Nie inaczej sprawa się ma, jeśli mówimy o komiksach frankofońskich. Pamiętam jak redaktor Kołodziejczak w którymś z wywiadów stwierdził, że w Polsce z frankofońskich to sprzedaje się tylko Thorgal (ale to chyba wiemy dlaczego) i Asterix. Reszta nie wzbudza zainteresowania. Troszkę to dziwne bo Incal Moebiusa jest nie do dostania, Cromwell Stone Andreasa podobnie a oba osiągają astronomiczne ceny na allegro. Za Koziorożca i Rorka zabierano się tyle razy, że połowa zainteresowanych już dawno zrezygnowała z zakupu poszczególnych części, bo po co wydawać kasę skoro serii nikt nie dokończy, albo ktoś zaraz wyda integrala i po co to dublować, no i na półce się będzie źle prezentowało.

Tak więc kochani wydawcy, cieszę się, że podejmujecie trud kreowania rynku komiksowego w tym zaściankowym kraju, ale nie dziwcie się, że wielu potencjalnych klientów wam nie ufa i nie kupuje serii komiksowych, które otwieracie. Nie trzeba długo myśleć żeby przypomnieć sobie, ile rozpoczętych i nigdy nie dokończonych serii leży na półce. A na alei komiksu najczęściej zadawanym pytaniem do wydawców jest: „czy macie w planach przejęcie tytułu xyz?”, „czy dokończycie serię rozpoczętą przez wydawnictwo xyz?”. Nie chodzi o to, że komiks w polsce się nie sprzeda, bo mimo iż jest kiepsko, to lata pracy nad jego kondycją spowodowały, że jednak średnia wieku czytelników komiksu jest niższa niż 40 lat. Problemem jest to, że one-shoty czy też intergrale, dają gwarancję poznania całości, ale odstraszają wysoką ceną. Natomiast premiera pierwszego z x tomów nawet bardzo dobrej serii, zapala światełko w głowie kupującego a kończy się to zwykle tak, że większość mówi „poczekam aż ukaże się całość”. To powoduje zastój w wydawnictwie, wątpliwości czy tytuł się sprzeda a co za tym idzie, kłopoty finansowe i w efekcie w najlepszym wypadku zamknięcie serii a nie rzadko całego wydawnictwa. Morał z tej opowieści jest taki, że możemy jeszcze trochę poczekać nim sytuacja się wyklaruje, bo wydawców mamy zapobiegliwych, a czytelników nieufnych i niezbyt majętnych.

Motto na dziś:

„Brak mi słów”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close