depresant

składam się z NUDNYCH powtórzeń

Nigdy nie interesowały mnie single. Nigdy nie oceniałem albumu przez pryzmat promującego go utworu. Powiem więcej, jeśli piosenkę słyszałem więcej niż kilka razy, wpływała ona z reguły negatywnie na odbiór albumu jako całości. Zdarzało mi się też omijać taki utwór przy pełnym odsłuchu. Zaraz wyjaśnię do czego zmierzam.

Nie ukrywam, że przed laty dokonania grajków z Mysłowic, zrobiły mi dużo dobrego. Informacja o rozstaniu Artura Rojka z zespołem, co prawda nie wywołała we mnie zbyt dużych emocji, nie siedziałem w kącie i nie płakałem przez kilka dni krzycząc, że życie nie ma już sensu. Byłem jednak ciekaw co dalej. Płyta „1.577” Myslovitz, nie wniosła co prawda nic nowego, ani do twórczości zespołu, ani do historii muzyki, ale mieściła się w granicach tzw. „dobrze się słucha”. Przyszedł czas na pokaz sił drugiego z rozwodników.

Od kilku tygodni wszędzie gdzie to tylko możliwe, słyszę „Beksę”. Artur Rojek zapowiedział tym utworem solową płytę. Piosenka nie przypadła do gustu po pierwszym przesłuchaniu. Po kilku kolejnych również nie, ale stało się to co dzieje się z utworami wałkowanymi na okrągło. Utrwala się, zapamiętujemy je i potem mówimy że w sumie niezły. Bez uprzedzeń kilka razy próbowałem wysłuchać całego albumu. Za każdym razem udawało mi się wytrwać do czwartego, maks piątego numeru. Znajomi poradzili mi żebym zaczął od piątego następnym razem to może dosłucham do końca. Tak też zrobiłem. Wniosek niestety jest jeden. Pierwszy solowy album Artura Rojka jest zwyczajnie słaby. Nie ma na tej płycie nic co pozwoliłoby zaszufladkować całość do albumów, które być może nie zachwycają, nie są wiekopomne, ale powodują że ma się ochotę do nich wracać. Muzycznie co prawda nie jest źle, ale co najmniej wtórnie i bez polotu, tekstowo może i osobiście, ale to nie zawsze musi być przepustką do sukcesu. Wokal? Jeśli ktoś jest fanem głosu Artura Rojka, to będzie zadowolony, jeśli nim nie był, to nawet gdyby autor nagrał dzieło wiekopomne i tak by tego nie docenił.

Na koniec prywatne spostrzeżenie. Recenzje, które czytam, napisane były mam wrażenie bez odsłuchania czegokolwiek więcej niż wspomniany singiel, żeby nie powiedzieć że napisano je na wyraźne zamówienie, niczym tekst reklamowy. Wiem, że z gustami się nie dyskutuje, wiem, że nie jestem alfa i omegą i nie roszczę sobie praw do wydawania jedynej słusznej opinii, ale na litość boską, porównywanie „Składam się z ciągłych powtórzeń” do Lenny Valentino, nie jest fair wobec potencjalnych odbiorców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close