depresant

sentymentalnie

Co jakiś czas zerkam na półkę z płytami. Na półce znajduje się przekrój moich fascynacji muzycznych sprzed lat. W kartonach oraz w innych bliżej niesprecyzowanych miejscach w domu ulokowane są fascynacje najnowsze. Zerkam sobie na półkę, czyli rzeczy, które kiedyś sprawiały mi ogromną przyjemność i myślę, że przecież już nigdy tego nie posłucham. Bo gusta się zmieniają, bo „dzisiaj” uważam, że jakaś płyta nie przetrwała próby czasu. Zerkam sobie na półkę i chcę się pozbyć 90% kolekcji i to bez zająknięcia. Zerkam na półkę i stwierdzam, że taki ruch ma praktyczną stronę. Oszczędność miejsca, nowe fundusze na nowe fascynacje, rozliczenie się z nieudanymi zakupami, ukaranie artystów za pomyłki, usprawiedliwienie siebie za głupie fanostwo.

Wczoraj nastąpił jednak przełom, nie zatrzęsło w posadach, ale pojawiło się dość intensywne uczucie sentymentu. Zerkam na półkę z płytami, na lata moich fascynacji muzycznych, i nagle to co tam leży mówi w innym języku. Wszystko wydaje się mieć sens, żaden album nie próbuje się usprawiedliwiać, nie ma żalu o to że leży tam gdzie leży, że tyle razy zastanawiałem się nad jego sprzedażą i że nigdy go nie posłucham. Tak naprawdę chyba wie, że jednak do niego wrócę i każdy krążek, nawet ten słaby, ten którego się wstydzi sam twórca, wnosi coś w moją półkę z płytami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close