depresant

nie zaskoczysz mnie

Bycie nieuśmiechającym się ma swoje plusy. Ja jestem bardzo blisko stwierdzenia, że nie ma minusów, ale jakieś tam jeszcze znajduję, więc tak nie powiem. Jest teraz moda na pozytywne myślenie, na budowanie pozytywnego ja. Powstają miliardy poradników, jak żyć, aby być szczęśliwym. Albo takie, jak gotować makaron, żeby być szczęśliwym. Są nawet próby wmawiana sobie pewnych stanów, które choć faktycznie nie mają miejsca, powtarzane wielokrotnie sprawiają, że wmawiający staje się zwycięzcą, choć jest barszczwartościowy.

Zaproponuję moją metodę odbioru świata, ponieważ uważam, że jest jedyną słuczną i to ja jestem zwycięzcą. Paradoksem będzie to, że cytowany tu Piotr Blandford mimo, iż nie chciał powiedział kilka ważnych sentencji, a ta którą należy przyswoić najbardziej brzmi „co zrobisz, to upadniesz”. Wierzcie mi, to bardzo dobre stwierdzenie. Założenie, że nic się nie uda, nie rozbudza w człowieku nadziei na osiągnięcie jakiegoś celu. Można śmiało założyć, że pewne działanie nie mają najmniejszego sensu i dalej siedzieć nic nie robiąc a to z kolei zdejmuje z moich barków kolejny obowiązek, przez co jestem szczęśliwszy. Przykładowo, na stwierdzenie, że ruskie zrzuciły bombę na kogoś tam, można albo się przejąć, biegać w koło i wrzeszczeć zróbmy coś, zróbmy coś, lub powiedzieć hmm przejebane, po czym wrócić do czynności sprzed zasłyszanego komunikatu. Nie wiem dlaczego pomyślałem o ruskich i bombie, przecież to takie dobre, uczuciowe i pozytywne chłopaki, a do tego nijak nie pasuje to do rozważań na temat pozytywnego myślenia. Przepraszam, taka krótka dygresja się wkradła. Wracając do tematu. Co nam da takie zachowanie? Nie wiem, ale jakoś spokojniej śpię, kiedy nie myślę o tym, że coś muszę i że jak tego nie zrobię to olaboga. Najzwyczajniej w świecie, nic mnie nie zaskoczy bo niczego się nie spodziewam, a jeśli się spodziewam, to nie zakładam, że będzie wspaniale.

Prawdę powiedziawszy to nie do końca jest tak, że trzeba siedzieć leniwie na dupie i od razu zakładać, że nic nie wyjdzie. Można spróbować a jak nie wyjdzie to wtedy dopiero usiąść na dupie. Chodzi o to, że rozdmuchiwanie pewnych spraw/planów/bógwieczego powoduje w człowieku zbędny stres. Ten prowadzi do zaburzeń snu, a to do spożywania większej ilości kawy (no bo jak inaczej, jak się człowiek nie wysypia a spać się chce, gdy spać nie można). Duża ilość kawy powoduje problemy z czymś tam, co się w człowieku od kawy psuje, itd.

Nie bardzo wiem do czego ten wywód prowadzi, ale chciałem chyba powiedzieć, że jak się człowiek nie uśmiecha to jest szczęśliwszy, co jest chyba jednak głupim stwierdzeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close