depresant

Mark Millar, Steve McNiven – Nemezis (Mucha Comics, 2019)

W posłowiu czytam podziękowania dla każdego kto wydał hajs, na komiks z bohaterem, który nie ma zaplecza historycznego oraz finansowego. No i w sumie to fajnie, że tak podziękował, bo powinien podziękować. Ale nie za to że ktoś kupił kolejnego superbohatera, a dlatego, że kupił kolejny komiks sygnowany nazwiskiem autora. Fajnie też, że seria to tylko 4 zeszyty, bo jednak trochę sztampa.

No ale od początku, wizualnie piękna sieczka z dobrze prowadzoną narracją, bez baboli, po których próbujemy się zorientować o co chodzi i czy ktoś nie wyrwał jakiejś kartki. Scenariusz podobnie, przemyślany, zwięzły, trzyma nas przez te kilkadziesiąt minut przy komiksie, jak dobrze skonstruowany film akcji. Co prawda już po 4 stronie wiemy jak się historia zakończy, nie przeszkadza to jednak temu, żeby z zaciekawieniem obserwować jak się potoczy. Podobno dopatruje się w Nemezis analogii do Batmana. Jeśli rzeczywiście coś tu znajdziemy, to raczej na poziomie mocno naciąganych skojarzeń, coś w stylu książek z serii „Filozofia w Matrixie” czy „Filozofia w Harrym Potterze”, nie upieram się jednak przy swoim, bo im dłużej się nad tym zastanowić to faktycznie bardzo łatwo dojść do takich wniosków.

Fabuła jak już wspomniałem jest dosyć prosta, bo mamy tu antybohatera, który za cel obiera sobie szefów policji w różnych częściach świata. I nie chodzi o to żeby ich zabić, ważne żeby to zrobić w finezyjny sposób. I tak sobie wiedzie swój żywot ten nasz Nemezis, dopóki na jego celownik nie padnie szef waszyngtońskiej policji. Jak możemy się spodziewać nie odbędzie się to tak hop siup, zaczyna się od pierdolnięcia, a potem jednostajnym tempem zmierzamy do wspaniałego finału. No i byłoby fajnie, mogły być brawa i okrzyki wiwat Millar, ale ta historia była opowiedziana już z dwieście razy i niestety jedyne co ją odróżnia od innych to nazwiska bohaterów. Nic więcej.

Z drugiej strony kto choć raz miał w rękach komiks Millara ten wie, że nie o filozofię i głębsze dno mu chodzi. Millar jednak z niebywałą sprawnością potrafi zbudować wciągającą opowieść sensacyjną. Ja tam lubię te efekciarskie i proste zabiegi, jarałem się Kick-ass, jarałem się Kingsmanem, jaram się i Nemezis. Zasadniczo będę się pewnie jarał też kolejną plagiatową opowieścią z millarworlds.

Polecam, a ostatnie trzy strony to fajny opening do serii drugiej, na wypadek gdyby z pierwszą zaskoczyło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close