depresant

Muzyczny masochizm

Żona już mi zapowiedziała, że mogę sobie słuchać tych zgrzytów, a) jak jej nie ma, b) na słuchawkach. Po pierwsze z uwagi na charakter pracy jaki wykonujemy, punkt a, jest bardzo trudny do zrealizowania, o ile w ogóle możliwy. Punkt b) może i łatwiejszy, ale nie do końca. Biorąc pod uwagę topografię terenu, mam tu na myśli mieszkanie, aby punkt b zrealizować musiałbym podłączyć słuchawki do kompa. ponieważ sprzęt do grania w innym pomieszczeniu jest zakotwiczony. Mógłbym też tam, ale to z kolei daleko od komputera. No, a co jeszcze. Podłączenie słuchawek wymaga wejścia pod biurko, pogrzebania w kablach, a przecież ułożone już są, potem muszę iść zmyć kurz, który cierpliwie tam zbierałem. Wiadomo za dużo zachodu, odechciewa się. Inny problem, to komunikatory, fejsbuki, reklamy wyskakujące. Ja wiem, że pewnie mi żona powie, że i tak tego nie słychać, bo to czego słucham to gorzej brzmi i zgubi się i nie zauważę, ale.. ja słyszę. No i jeszcze najważniejsze, musiałbym cały czas te słuchawki zdejmować i prosić o powtórzenie pytania, no bo wiadomo. A od słuchawek to poza tym gorąco w uszy, czyli niefajnie. No i wychodzi, że nie ma kiedy, nie ma jak. Teraz np. jest jak posłuchać, bo zdarzył się punkt a, ale jakoś mniej mi się chce, nie ma wyzwania więc nie ma frajdy. Poczekam. Wróci. Najdzie mnie ochota. Czyli wracamy do punktu wyjścia, tylko że na przełomie kilkudziesięciu słów wyszło, że punkty a i b są bez sensu. Wniosek? Pozostaje mi jednak przyzwyczajanie żony do zgrzytów.

A poniżej ulubiony artysta małżonki.

Kevin Drumm – Live @ LUFF 2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close