depresant

mijagi – sunny italy (dom dźwięków records, 2016)

Magnetoffon.info od jakiegoś czasu jest w stanie zawieszenia, ale cały czas przychodzą mi płyty do recenzji. Większość niestety nigdy nie doczeka się opisu. Częściowo przez to, że nie mam czasu pisać o wszystkim co dostaję, ale głównie niestety ze względu na marność jaką sobą prezentują. Czasami jednak wpada na skrzynkę coś, co przyciągnie uwagę.

Płyta Sunny Italy zaczyna się dźwiękami, które na myśl przywodzą mi dokonania godspeedyou czy slowdive. I choć to luźne skojarzenie i pewnie mocno na wyrost, a już na pewno można znaleźć lepsze, to jednak potwierdza się na przestrzeni albumu kilkukrotnie. A, że jest to moje skojarzenie, to równie dobrze mógłbym napisać, że idealnie koresponduje z wczesnymi dokonaniami Maryli Rodowicz i też byłoby ok. Całość ładnie postrockowa, na tym gruncie oczywiście skojarzeń co niemiara, oprócz wymienionej wyżej Maryli, a ze słowiańskich inspiracji przytoczę jeszcze Kristen. Choć ściany gitar wyważone, a partie wokalne w naprawdę zmyślny i nienatarczywy sposób poutykane i pochowane, to wszystko brzmi jakby jednak podjęcie decyzji czy opowiedzieć się po stronie postrocka, czy może iść w kierunku bardziej klasycznej kompozycji było sporą zagwozdką. Takie wrażenie miałem po pierwszym wysłuchaniu. Po drugim płyta broni się sama, to co na początku zastanawia i przeszkadza, za drugim razem już nie jest problemem, a przy kolejnych już tylko podnosi wartość albumu. Utworom daleko do kilkunastominutowych pasaży w stylu gybe, ale układ kawałka i długość wydają się być idealne, a polskie teksty, po pierwsze bardzo dobre, a po drugie nadają całości oryginalności. 

Miłe to zaskoczenie.

Na potrzeby tej płyty stworzyłem nowy system oceny. Głównie dla tych, którym nie chce się czytać moich wypocin, ale jednak polegają na moim guście. Będą to antydepresanty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close