depresant

Książki wprowadzają w depresję

Wiecie co odkryłem? Tzn odkryłem to już któryś raz, ale staram się o tym zapominać. Jak przychodzą znajomi to też to odkrywają, ale staram się ich nie słuchać. Otóż nie przeczytam wszystkich książek. Nie wszystkich wszystkich, tylko tych co je mam. Chociaż są tacy co mówią, że mam wszystkie, to nie jest to prawda. Tak czy inaczej serio, chyba nie zdążę ich przeczytać. Co prawda nie wybieram się na tamten świat i przy założeniu że trochę czasu mi zostało, to nadal z prostych wyliczeń wychodzi że nijak nie dam rady. Jedną książkę czyta się powiedzmy dwa dni. Jeśli składasz litery to dwa tygodnie. Jeśli nawet nauczę się czytać płynnie, to zostaje jeszcze problem z szukaniem kolejnych książek. Tak, kolejnych, bo wbrew opinii niektórych, podkreślę to jeszcze raz, nie mam wszystkiego. Cały czas coś się ukazuje, co rusz wznowienie. No to szukam, sprawdzam, przeglądam. No bo przecież nie kupię pierwszej lepszej książki za normalną cenę. Zatem szukam i znajduję. Z reguły znajduję np trzy w cenie jednej, czy jakoś tak. Rozochocony znaleziskiem, szukam dalej. Jestem też maniakiem serii wydawniczych, lub jak kto woli statystycznym obywatelem podatnym na zabiegi marketingowe. Jeśli coś się ukaże, niedajboże jako któraś pozycja serii, zaczynam szukać pozostałych. No i zaczynamy od nowa, no bo nie kupię przecież książki po cenie okładkowej, bo za to mogę mieć jeszcze dwie inne. Poza seriami lubię też mieć komplet publikacji z danego wydawnictwa, nie muszę chyba mówić co wtedy. No a żeby tego było mało, to muzyki też słucham i płyty też kupuję, a z nimi to samo.  Listonosz też pewnie mnie już nienawidzi, ale nosi te paczki dzielnie, po kilka razy w tygodniu. Wracając zatem do statystyk, tym oto sposobem przybywają kolejne pozycje, których nigdy nie przeczytam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close