depresant

jednolita cena książki

Obserwuję od kilku dni zamieszanie wokół ustawy o jednolitej cenie książki. Mam kilka spostrzeżeń, które niekoniecznie muszą się wszystkim spodobać, liczę jednak, że zachęcą do dyskusji. Na początek kilka suchych faktów. Ustawa o stałej cenie książki obowiązują we Francji, Belgii, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Austrii, Słowenii, Chorwacji, Grecji, Korei Południowej, Argentynie, Meksyku, Libanie, Izraelu, w Japonii, na Sri Lance i w Tajlandii (źródło wiki). Skutek tego jest taki, że jeśli masz ochotę coś przeczytać to zwyczajnie wchodzisz do jakiegokolwiek miejsca w którym książkę można nabyć i po prostu to robisz, nie kalkulując czy w sieci jest taniej. Nie myślisz też czy ktoś cię okrada, bo gdzieś tam ta sama książka jest 20% czy 30% tańsza.

Przeciwko ustawie wypowiedzieli się m.in. wydawcy komiksowi choć nie wiem czy odpowiadają oni za treść tej petycji. Pomijam już to, że ów petycja wygląda jakby pisana była na kolanie pod wpływem zbyt silnych emocji, przywołując skrajnie populistyczne hasła, które nijak mają się do rzeczywistości. Obawy związane z wprowadzeniem ustawy wydają się być mocno na wyrost, a już na pewno średnio przemyślane.

Kto na tym zyska?

Pomysł, choć lobbowany przez „empik i spółkę”, może paradoksalnie pomóc również księgarniom kameralnym. Tak, głęboko w to wierzę, że powstaną kawiarnie, na wzór Czułego Barbarzyńcy, które oferując identyczne ceny jak empik i internet, przejmą część Klientów. Tych chcących o książce porozmawiać, wypić przy tym kawę, a czasami tylko dlatego by nie karmić potwora monopolisty. Pan Łukasz Szczepański z merlin.pl mówi: „W sytuacji, gdy cena przestanie być kryterium wyboru, klienci w naturalny sposób wybiorą największe, znane sobie sklepy oferujące największy wybór oraz najlepszą obsługę.” No to mamy problem niesamowity, trzeba będzie dobrze obsługiwać Klientów, bo teraz nie było takiej konieczności, liczyła się cena. To stwierdzenie też trochę populistyczne pokazuje jednak, że argumenty przeciw są takie sobie. Równie silnym argumentem będzie stwierdzenie, że naturalnie ludzie kupią jednak w małych księgarniach, wbrew monopolistom. Siedzi mi na sercu to, że gdy wojna na rabaty się zaczynała, nikt nie przejął się tym, że wiele lokalnych księgarń padnie. Internet rośnie w siłę i jest w stanie powalczyć o Klienta innymi atutami niż cena. Choćby wygodą, bo jednak książka dostarczona do rąk bez wychodzenia z domu to dla wielu ważny atut. Książki specjalistyczne też docierają do nas głównie w ten sposób, bo jednak na półkach empiku raczej nie goszczą. Taka gildia.pl wypracowała sobie bazę Klientów komiksów, którzy pewnie i tak pozostaną jej Klientami, co potwierdza choćby Wojciech Szot z gildia.pl w wywiadzie dla naekranie.pl: „Mnie się to rozwiązanie jako człowiekowi z księgarni internetowej bardzo podoba, koniec z dumpingiem i równe szanse dla wszystkich.”

Co ze sprzedażą internetową?

Nadal będzie rosła w siłę. Nie trafiają do mnie argumenty, że takie bonito.pl, czy aros.pl upadną, bo nie przyciągną Klientów. Na ten moment w sieci istniała walka na rabaty, kto da 30%, a kto 35%. Zmuszało to mniejsze i większe księgarnie internetowe do ograniczania przychodów, tylko po to aby utrzymać się w grze. Nie trafia do mnie też argument, że robi się tą ustawą krzywdę wspomnianym wyżej księgarniom. Przypomnę, że to właśnie one w dobiły księgarnie stacjonarne, kameralne wprowadzając tak duże rabaty. A żeby się utrzymać na rynku, będą musiały pewnie odrobinę pogłówkować, przekonać do siebie.

Co z marżą?

Sięgnijmy pamięcią kilka lat wstecz. Powiedzmy do momentu, kiedy walka na rabaty się rozpoczęła. Cena przeciętnej książeczki wynosiła 29,99. Po krótkim czasie ta sama kosztuje 39,99. Zgadnijcie gdzie jest upchany Wasz rabat? Nadal kupujecie książkę w cenie około 30zł, ale jednak poczucie, że udało mi się kupić z rabatem jest silniejsze od zdrowego rozsądku.

Co z komiksami?

Rynek komiksowy w ostatnich latach mocno poszybował w górę. Mamy ogromny wybór, różnorodność gatunkową. Dla każdego coś miłego. Ale i tutaj słychać głos oburzenia. Szczerze mówiąc, nawet jeśli w jakiś sposób może to chwilowo wpłynąć na beletrystykę, tak na komiks już nie powinno. Zauważmy jedną istotną rzecz. Ceny książek ustalane są na podstawie kilu wytycznych, nakładu, licencji, kosztu druku, tłumaczenia, oraz dystrybucji właśnie. Jeśli na ten moment dystrybucja pochłania około 50-60% ceny okładkowej, to o co ta batalia? Kto powiedział, że ceny muszą zostać na tym samym poziomie? Ilu z protestujących wydawców wystawia książki w empiku? Bodaj tylko Egmont (który chyba akurat nie protestuje). Jeśli sprzedaż ma pozostać na tym samym poziomie wystarczy renegocjować umowy z dystrybutorami. Jeśli standardowa marża na książkach kilka lat temu wynosiła 30-35% i była to kwota akceptowalna dla każdego, to powróćmy do takiej właśnie stawki. Nadwyżka, która szła na rabat niech nadal będzie rabatem, ale już na stałe wliczonym w cenę książki.

Małe księgarnie

Marzę o tym aby powróciły małe księgarenki, gdzie znam się z właścicielem, gdzie pojawiają się nowości, starocie, gdzie oprócz pomocy w wyborze można zwyczajnie miło spędzić czas z osobami podzielającymi moje zamiłowania. Kupuję niebotyczne ilości książek. Prawdopodobnie nie wystarczy mi życia, żeby je przeczytać, znaczna część mojej biblioteczki to komiksy, które pochłaniają 3/4 wydatków na moje czytelnictwo. Powiem szczerze, po ujednoliceniu ceny pewnie niewiele się w tym temacie u mnie zmieni, ale wolałbym chyba mieć miejsce w którym przy kolejnym zakupie podzielę się swoją opinią, wysłucham czyjejś. Tak, w sieci jest to możliwe, ale ja chciałbym tak w rzeczywistym świecie, gdzie nie muszę się przekopywać przez tonę głupich komentarzy po to by znaleźć jakiś konstruktywny.

No właśnie, a co z czytelnictwem w Polsce?

Od lat wszyscy alarmują, że czytelnictwo stale maleje. Patrząc na opinie przeciwne wprowadzeniu ustawy wydaje się to dość dziwne. Bo niskie ceny w discountach powinny ten stan odmienić. Prawda jednak jest taka, że jeśli nie wyrobimy w sobie nawyku czytania, to nie pomogą żadne regulacje prawne i nic nie zmusi do czytania kolejnych osób. A odnosząc się do ukochanych moich komiksów, dopóki będzie panowało przeświadczenie, że komiksy są dla dzieci, dopóty nic się w temacie czytelnictwa (w tym wypadku komiksowego) nie zmieni.

Prawdopodobnie znajdą się jakieś argumenty przeciwko moim, chętnie z nimi podyskutuję, ale bardzo proszę, bez demagogii, bez populizmu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close