depresant

jarosław mikołajewski – wielki przypływ (dowody na istnienie; 2015)

To się nie uda. Przekaz nie trafi do nikogo. Bo straszenie i odwoływanie się do pierwotnych instynktów, zawsze ma większą moc. „Oni przyjdą, a potem zgwałcą i zabiją wasze córki i żony”. To intensywniej działa na wyobraźnię, niż informacja, że utonęło 300 osób. Oglądając niusa będzie ci smutno, choć pewnie nie dłużej, niż na czas oglądania programu informacyjnego. Przez sieć przetoczy się zdjęcie martwego chłopca na plaży. Mocno cię ono wzruszy, będziesz całym sercem po stronie uchodźców, aż do momentu jak zobaczysz film na którym ktoś rzuca kamieniem albo wyrzuca jedzenie. Wtedy całym sercem będziesz przeciwko uchodźcom.

Jest w tej malutkiej książeczce jeszcze jedna postawa. Chyba ta właściwa. Dążenie za wszelka cenę do odnalezienia – w całym tym zamieszaniu, które choć nowe nie jest, ostatnio dopiero jest hitem niusrumów – równowagi. Rozmowy z mieszkańcami Lampedusy, które przeprowadził autor, dają poczucie, że zdrowy rozsądek, ludzka życzliwość, troska, empatia jednak są gdzieś w przyrodzie. Jest taki ładny fragment w tej książce, który wydał mi sie dobrym komentarzem do całości.

Pisanie takich książek jest cholernie ważne. Nie przeczytają ich niestety ci, którzy twierdzą, że wszystkich uchodźców powinno się ulokować w Auschwitz. Ci, którzy mają bardziej ludzkie odruchy, pewnie zawyją nad książka kilka razy, ale w efekcie wzruszą ramionami, no bo co można zrobić. Pozostają jeszcze ci, którzy mogą coś zrobić lecz nigdy tego nie przeczytają. Ale nie dlatego ta książka jest ważna. Ważne jest to, że ktoś sumiennie notuje ludzkie skurwysyństwa i ludzkie dobrodziejstwa. Za wiele lat będziemy się tego wstydzić, ale pozostaną dokumenty, które nie pozwolą zapomnieć. Będziemy mogli wtedy zrobić sobie rachunek sumienia. I może wtedy okaże się, że jednak coś się udało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close