iza klementowska – samotność portugalczyka (czarne, 2015)

Słodko-gorzkie, takie są opowiadania Klementowskiej o Portugalii. Choć słodycz zdecydowanie ustępuje goryczy, to jednak przewija się przecież co rusz w każdym opowiadaniu. Ta tęsknota za Portugalią potężną, dostojną, liczącą się, jest motorem napędowym każdej historii tu opowiedzianej.

Musi być w Portugalii coś magicznego. Nie przypominam sobie czy zostało to na kartach tej książki nazwane, ale wydaje się, że istnieje jakaś siła, która przyciąga do tego kraju, mami, nęci, rozkochuje, a potem zostawia. Po tym jak serce zaczyna bić szybciej, zwyczajnie odwraca się plecami. Tłamsi. Taki obraz Portugalii Klementowska pielęgnuje na każdej stronie.

Portugalii przeklętej. Z jednej strony mnóstwo podległych terenów i znacząca pozycja w przeszłości, teraz peryferia Europy. Nawet niegdysiejsze kolonie miewają się chyba lepiej, a już na pewno nie targają nimi takie zaburzenia historyczne. Ludzie? Zawsze ten sam typ bohatera. Pogodny, ale z góry spisany na niepowodzenie. Podejmujący się szczytnych celów, walczący o wyższe prawdy, kończący z niczym.

Portugalia wygrała właśnie w finale Mistrzostw Europy. Nie cieszy mnie to, nie kibicowałem im i nie podoba mi się jak grają, a Krystyna mnie irytuje. Ale po przeczytaniu tych kilku tekstów, jest mi trochę żal Portugalczyków. Nawet wygrana okupiona została poświęceniem i łzami bohatera. I mimo iż nie napisałem zbyt wiele o treści, o historiach, o bohaterach – nie chcę nikomu odbierać niesamowitej przyjemności z obcowania z postaciami z książki – to zdradzę na koniec, że to słodkie, o którym mówiłem na początku jest bardzo wyraźne. Na tyle, że wizja upadku i niepowodzenia nie zniechęca. Fado musi mieć co opowiadać.

Author: sebastian brzózka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *