depresant

house of cards czyli ty też jesteś złamasem

Wszyscy już obejrzeli,  więc właściwie można rzucać spoilerami na prawo i lewo. Obejrzałem i ja, ale nie mam ochoty opowiadać o fabule. Odnoszę wrażenie, że fabuła nie ma w tym serialu większego znaczenia. Albo inaczej, nie tylko fabuła powoduje, że siedzisz na szpilkach w oczekiwaniu co dalej. Sposób prowadzenia narracji, też nie jest nowy. Nieraz już, główny bohater przemawiał do nas z ekranu, jak do uczestnika zdarzeń, któremu dane jest wiedzieć więcej. Zostaje w takim razie obsada. Kevin Spacey wciela się w rolę Franka Underwooda, ten jest cwaniakiem,  którego w normalnym życiu nie chcielibyśmy spotkać, jest wręcz uosobieniem tych cech, za które naszych polityków chętnie byśmy wykastrowali. A tutaj dzięki połączeniu wszystkich tych elementów, dzieje się coś do czego spora część widzów nigdy się nie przyzna, a jeśli się przyzna to nie będzie wiedziała dlaczego to zrobiła. Jesteśmy w stanie zaakceptować działania bohatera, godzimy się na każde nieuczciwe zagranie, jesteśmy w stanie kibicować mu w sytuacji gdy niszczy czyjeś życie.  A wszystko to głównie dzięki temu, że traktuje nas jako osobę zaufaną. Powierza nam swoje tajemnice, zdradza plany, które mimo iż wyrządza krzywdę komuś innemu, jesteśmy w stanie zaakceptować bo robi to ktoś, kogo się boimy, a w gruncie rzeczy chcielibyśmy tacy być. Pomijając zatem kwestię atrakcyjności serialu jako takiego, obnaża on jedną fundamentalną prawdę o nas samych. Każdy z nas, jak bardzo by się nie starał i tak w gruncie rzeczy jest złamasem, pytanie tylko za jaką cenę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close