depresant

depresyjne podsumowanie 2013 / muzyka

Ubiegły rok, to zdecydowanie dobry muzycznie czas. Nie mam pojęcia co było najczęściej puszczanym kawałkiem w rmfmtvviva, ale wiem co było najczęściej puszczane w moim domu.

Moja tegoroczna dziesiątka przedstawia się następująco:

10. Moderat – II – po świetnym debiucie nie oczekiwałem nawet, że cokolwiek jeszcze się ukaże. Jak już wiedziałem, że coś tam Panowie szykują to pomyślałem, że nie uda im się osiągnąć nawet połowy tego co zrobili. Jak usłyszałem pierwszy singiel, nie zachwyciłem się, jak zobaczyłem ich na Tauronie pozostał pewien niedosyt, jak posłuchałem jeszcze kilka razy, stwierdziłem, że debiut jest słaby.

09. aiodine – LP01 – w lutym tego roku dostałem próbki materiału, który miał się ukazać „lada dzień”. Po niespełna 10 miesiącach, dostałem album do rąk. Słychać tam wszystko, industrial, muzykę filmową, bluesa, i mnóstwo brzmień triphopowych. Taka wyliczanka powinna chociaż skłonić ciekawych muzycznych doznań, do przynajmniej jednego przesłuchania. Potem będzie już z górki.

08. Mika Vainio & Joachim Nordwall – Monstrance – kto zna katalog Touch, ten wie, czego można się spodziewać po kolejnych albumach. Kto zna Mika Vainio, ten wie, czego można się po nim spodziewać. Gówno prawda, ani po wytwórni ani po wykonawcach się tego nie spodziewałem. Płyta wyjęła mi z życiorysu dobrych kilka dni, a to dużo przy założeniu, że słucham 2-3 nowych płyt dziennie.

07. ÄÄNIPÄÄ – Through a Pre-Memory – chciałbym jakoś błyskotliwie uzasadnić ten wybór. Że niesamowite, że klimat, że drony wiecznie żywe. Dla mnie sam fakt, że dostaję dwie godziny muzyki od dwóch najulubieńszych (nieprawda, jest ich więcej) wykonawców i to jeszcze w duecie, wystarczy. Stephen O’Malley & Mika Vainio zawsze dobrze.

06. The Knife – Shaking the Habitual – lubię różowy kolor. Lubię The Knife. Lubię właśnie takie The Knife. Im mniej hitów wyprodukują, tym wyżej w rankingu wylądują. Taki wierszyk w nagrodę, głównie za jakość vinylowego wydania.

05. UL/KR – Ament – nie powinno się znaleźć w zestawieniu, bo ponoć podobne do Comy. Bo ponoć wokalista śpiewa jak pan z Kombi. Bo ponoć hipsterka niesamowita. A muzycznie jakoś cały czas dobrze, inaczej niż na debiucie, ale nadal na tyle dobrze, żeby umieścić ją na piątym miejscu.

04. Deafheaven – Sunbather – mówiłem że lubię różowy? Jeśli ktoś uważa, że black metal musi kojarzyć się dogórynogamikrzyżykami, pentagwiazdkami, oraz kociądietą, to niech posłucha tego albumu. Ja czuję się tak, jakbym słuchał pięknych ballad o miłości, tyle że nie robi mi się przy tym niedobrze.

03. Stefan Wesołowski – Liebestod – co tu dużo opowiadać. Steve Reich, czy Phillip Glass zrobili dla muzyki dużo dobrego, ale dopiero przy takich płytach czuje się wartość tego, co już powstało. Jeśli artysta ma w głowie poukładane, to potraktuje dokonania starszych jako punkt wyjścia do stworzenia nowej jakości. I przyznam, że bałem się, że artysta pozostanie gdzieś w cieniu Jacaszka. Po tej płycie oczekiwania poszybowały wysoko, wysoko.

02. Stara Rzeka – Cień chmury nad ukrytym polem – nie wiem co powiedzieć, płytę męczę już któryś miesiąc i mimo wielkiego fanostwa dokonań autora, uważam, że to najlepsze co mu się przytrafiło ever, no dobra, w tym roku

01 . Dwutysięczny – Jedwabnik – każdy z Panów zrobił dla muzyki tyle, że opisanie tego tylko w kilku słowach byłoby obrazą dla każdego z nich. To co zrobili razem, to wg mnie najważniejsza rzecz w tym roku. Niech nikt nie waży się powiedzieć, że supergrupa jedzie na nazwiskach! Nikt na tej płycie nie wybija się na pierwszy plan, za to muzyka jest pierwszoplanowa i pierwszorzędna.

1 comment for “depresyjne podsumowanie 2013 / muzyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close