depresant

Charlie LeDuff – Detroit. Sekcja zwłok Ameryki.

Detroit 1Opowiadając znajomej o książce LeDuffa, ta zaczęła się śmiać i mówi, że to o śląsku jest a nie o Detroit. Opowiadałem fragment o papierze toaletowym, który uczniowie muszą przynosić do szkoły i o zostawianiu podręczników na kolejne lata. Reszty nie opowiedziałem, przestałoby być śmiesznie. Seria Amerykańska wydawnictwa Czarne, to jedna z moich ulubionych. Dobór tematów z każdym kolejnym tytułem zatacza coraz szersze kręgi. Powoli układa się to w niezłe wademekum wiedzy o Stanach. Oprócz dumnych epizodów, które poruszają poprzednie tomy, są też takie jak ten, którego bohaterem jest spalone miasto.

http://a57.foxnews.com/global.fncstatic.com/static/managed/img/Politics/876/493/Detroit_fall.jpg?ve=1&tl=1

foxnews.com

„Detroit” od pierwszych słów zwiastuje, że nie będzie to zwyczajny reportaż o mieście. Autor nie skupia się na historii miasta, na przyczynach jego upadku czy nad jego kondycją. Właściwie to skupia się, ale nie tak jakbyśmy się tego spodziewali. Nie jest to sucha relacja, czy historyczne wypunktowanie faktów. Każda kolejna strona, to coraz większe zaangażowanie autora w walkę z systemem. Ta „walka z systemem”, to mocno nacechowane wyrażenie, ale po przeczytaniu każdy chyba określi to właśnie w ten sposób. Historie zawarte na 300 stronach książki czyta się trochę jak dobry kryminał, gdzie z tyłu głowy pojawia się przerażenie, a po plecach chodzą ciarki. Przerażenie, że takie rzeczy mogą się dziać w kraju tak rozwiniętym jak USA. Jednak słowo które najlepiej charakteryzuje opisane w książce wydarzenia, to niedowierzanie. Nie chodzi nawet o to, że nie chce się wierzyć, że ratusz miasta może być aż tak skorumpowany, dziwi ale nie aż tak bardzo fakt, że od kilkudziesięciu lat ludzie wybierają na stanowisko burmistrza kolejnego pasożyta. Nie dziwi też to, że bieda w mieście jest ogromna, a każdy mimo wszystko jakoś próbuje związać koniec z końcem. Dziwi natomiast podejście, jakie mają do tego władze. To w jaki sposób działają służby mundurowe, jest co najmniej przerażające. Strażacy bez sprzętu do ratowania ludzi, w starych wozach, w starych podziurawionych mundurach. Policja bez ludzi i samochodów, nie będąca w stanie przyjechać na wezwanie o napadzie, podpaleniu, zabójstwie, nie mówiąc już o tak błahych sprawach jak kradzieże. A to wszystko w mieście, w którym jednym z ciekawszych zajęć jest podpalanie pustostanów, a napad polega na zwyczajnym zabraniu kasy, przy pozostawieniu westernowskiego wyboru, pieniądze albo życie. Dziwi znieczulica panująca na górze, pośród osób podejmujących decyzję „co dalej”.

Detroit 2Najmocniejszym punktem książki wydaje się być postać autora. Doskonale widać kiedy próbuje zachować zimną twarz reportera, a kiedy puszczają mu nerwy i mimo, iż nie powinien, ewidentnie opowiada się po jednej ze stron. Poznajemy jego, poznajemy też jego rodzinę, a dla większości z nas to teren, który z reguły jest zakazany. Odsłaniając się przed czytelnikiem, pokazując skąd się wywodzi, jaka jest jego rodzina, jakim sam jest człowiekiem. Nie wybielając się na łamach książki, zyskuje w oczach i zdobywa zaufanie, a to trudna rzecz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close